CZTERY DNI W SZCZAWNICY

Z sześcioosobową grupą naszych mieszkańców spędziliśmy wspaniały czas w Szczawnicy. Naszą przygodę w Pieninach rozpoczęliśmy od spływu Dunajcem. Trwająca ponad dwie godziny podróż łodziami flisackimi była okraszona przede wszystkim pięknymi widokami Pienin właściwych, na które składa się wiele szczytów, ale przede wszystkim Sokolica i Trzy Korony. Dodatkowo, wiosna, która w tym roku zagościła u nas wcześniej niż zwykle, pozwoliła się już cieszyć piękną zielenią pokrywającą góry. Trzeba przyznać, że pogoda, chociaż było jeszcze dość chłodno, w tym dniu wyjątkowo nam dopisała. Drugi dzień naszego pobytu przywitał nas deszczem. W związku z tym nasze plany wyjścia w góry spełzły na niczym i udaliśmy się na zwiedzanie zamków w Niedzicy i Czorsztynie. W Niedzicy towarzyszył nam przewodnik, który ciekawie opowiedział nam historię zamku wspominając oczywiście historię białej damy pojawiającej się w nocy na murach. Jest to duch Brunhildy, która została wrzucona do studni przez swojego męża, księcia Bolesława, który miał dość swojej wiecznie niezadowolonej, zrzędliwej i krytykującej go żony. Szybko jednak poczuł wyrzuty sumienia. Zaczął chodzić wokół studni i przepraszać żonę za swoją porywczość. W końcu z wnętrza studni odezwał się grobowy głos, który powiedział: „Wybaczam ci łysy Bolesławie”. Książę poczuł się nieco lepiej, jednak zastanowiło go, dlaczego duch małżonki nazwał go łysym. Zrozumiał to jednak dopiero na drugi dzień, kiedy znalazł swoje włosy na poduszce, a w lustrze zobaczył łysą głowę… Poranek dnia trzeciego zaskoczył nas padającym śniegiem! Nie przeszkodziło nam to jednak w odwiedzeniu nowej, pobliskiej atrakcji – Bramy w Gorce. Jest to park tematyczny poprowadzony w koronach drzew pasma Gorców. Kompleks nie był jeszcze w pełni ukończony, ale wszystkie ścieżki i wieże widokowe były już dostępne. Spędziliśmy tam poł dnia kontemplując przyrodę. W międzyczasie pogoda się poprawiła, wyszło słońce i zrobiło się nawet ciepło. Popołudniu udaliśmy się więc na spacer do Wąwozu Homole. Spacer do szczytu wąwozu nie jest długi, jednak po nocnych opadach śniegu szlak był nieco śliski i postanowiliśmy nie wariować. Doszliśmy więc do szczytu wąwozu, i udaliśmy się na pobliską polanę z pięknym widokiem na góry i osadę Jaworki. W tym dniu urodziny obchodziła nasza opiekunka Kasia Jerzyna, więc podczas obiadokolacji odbyła się mała uroczystość okraszona dodatkowo pysznym tortem. Szczawnicę pożegnaliśmy praktycznie śniadaniem, a po nim udaliśmy się na spacer po mieście i parku zdrojowym. Świeciło słońce i było ciepło. Zaczynała się dopiero majówka, a my musieliśmy już opuścić uzdrowisko. Zjedliśmy jeszcze pyszne lody i chcąc, nie chcąc, udaliśmy się w drogę powrotną.

Naciśnij, żeby usłyszeć tekst