To, jak wiele pasji mogą mieć żyjący wokół nas ludzie było przedmiotem niezwykłego spotkania w jakim mieliśmy okazję wziąć udział w związku ze zorganizowaną w naszym, rudzkim Miejskim Muzeum imprezą „Kożdy mo swojego ptoka, czyli ślōnske honbby”, wpisującą się w muzealne noce organizowane tego dnia w wielu podobnych placówkach kultury. Organizatorzy zadbali zarówno o ciekawe występy na mini-estradzie jak również przygotowali ciekawe wystawy i pokazy zarówno w ogrodzie, jak i w sąsiadującej z muzeum sali gimnastycznej. Sami jesteśmy pasjonatami śpiewania i teatru, zatem z wielkim uznaniem podziwialiśmy tych, którzy również swoje hobby lokują w muzyce. Ucieszyliśmy się zatem bardzo z prezentacji pana Józefa Osmendy, który przywiózł i zaprezentował kilka ze swoich ponad siedemdziesięciu akordeonów, z przyjemnością wysłuchaliśmy również wykładu pani Doroty Świtały-Trybek o hobbystach, podobnie jak dwóch gawędziarzy – pana Norberta Klosy i Edwarda Jona, którzy podzielili się z zebranymi historiami opowiedzianymi piękną gwarą śląską. W czasie kolejnych prezentacji postanowiliśmy zwiedzić wystawy przygotowane w ogrodzie, a tam oprócz ptaków prezentowanych przez hodowców gołębi i kanarków można było podziwiać kolekcję rowerów i osprzętu rowerowego sprzed ponad wieku. Co najciekawsze, większość z nich było na chodzie, podobnie jak ryksza służąca kiedyś do przewozu piwa w browarze, która teraz stanowiła dużą atrakcję dla wszystkich. Były też kolekcje koronek, podkładek pod piwo, kapsli, a nawet dzwonków. Na koniec zaplanowano koncert orkiestry dętej i to również by nam się bardzo podobało, niestety musieliśmy wracać do domu, bo Kasia miała tego dnia dyżur w portierni na nocnej zmianie. Po drodze żartowaliśmy, że dla nas praca to też takie trochę hobby. A może to nie żart? Szczęśliwi ci, którzy do swoich obowiązków podchodzą z pasją, tylko im pozazdrościć…
