
Rano nie wyglądało wcale, że zza ciężkich, ciemnych chmur może wyjrzeć cokolwiek, bo o upragnionym słoneczku to już absolutnie nie mogło być mowy. Kilka godzin później okazało się jednak, że siąpiący deszczyk ustał, a nieśmiałe promyki zaczęły przebijać się powoli przez zasłaniające je obłoczki. W sercach naszych zaczęła odżywać też nadzieja, że przygotowana na ten dzień kiełbasa nie spędzi tego dnia w lodówce, a trafi zgodnie z planem na ruszt, podkreślając odświętny charakter dnia. Dzień Dziecka zasługuje, by spędzić go nieco inaczej niż każdy inny dzień. Wszyscy ostatecznie jesteśmy czyimiś dziećmi, a już na pewno dziećmi Bożymi. Chwilę wcześniej, zanim mieszkańcy uczęszczający do warsztatu wrócili z zajęć, w ogrodzie rozpalono grille. Jeszcze wcześniej przygotowano miejsca do zabawy. Odezwały się głośniki, przez które znani wykonawcy popularnych przebojów wabili wszystkich do ogrodu ogłaszając, że coś się tu będzie działo. I rzeczywiście, wkrótce większość miejsc była zajęta.
Pan Adrian w oparach dymu grillował kiełbaski, na które już czekali koneserzy ogniskowego przysmaku. Niektórzy czas oczekiwania skracali sobie przez tanie, wykorzystując znane rytmy wydobywające się z głośników. Niektórzy nie mogli się nachwalić: Taki podwieczorek to się rozumie! Do tego smaczne gazowane picie! No tak, teraz to można potańczyć… Najważniejsze, że wszyscy byli zadowoleni. No tak, fajnie jest być dzieckiem…

