Nasze „nogi, nogi, nogi roztańczone” rzeczywiście jak w piosence Ireny Kwiatkowskiej były w tym roku nie do zatrzymania. Szaleństwo na wykafelkowanym parkiecie (w naszej jadalni) odbywało się podczas tegorocznego karnawału kilkakrotnie. Raz to nawet zabawa trwała do 21.00, czyli prawie do rana… No może miała trwać, bo ostatecznie zakończono dwadzieścia minut wcześniej, bo tańczył już tylko jeden tancerz, a trzy osoby siedziały dla towarzystwa. Pozostali, totalnie wykończeni, udali się już na wyjątkowo zasłużony tego dnia odpoczynek. I właściwie podobnie było za każdym razem. Opiekunowie, towarzyszący swoim wychowankom, dzielnie wspierali ich poczynania, organizując zabawę pod kątem choreograficznym i dolewając mocy zmęczonym. Żartowali, że dla nich każdy z tych bali, to w tym roku – bal maskowy… No cóż, nie było to łatwe. Ze względu na konieczny reżim sanitarny nawet przy szybkich tańcach pozostawali w maseczkach. Tym większe uznanie dołączamy do braw jakie otrzymali już od mieszkańców na zakończenie zabawy.
Brawa otrzymali też wszyscy ci mieszkańcy, którzy pojawili się w przebraniach. Najbardziej przejęły się dziewczyny i to one miały najciekawsze stroje. Aż miło było popatrzeć. Barwne korowody, koła, węże sunące pomiędzy filarami zapętlały się wśród gwaru, śpiewu i śmiechu. Tym razem zabawa zakończyła się przed kolacją. I dobrze. „Ale nas pan wymęczył – powiedział jeden z mieszkańców. – Było jeszcze gorzej (!) niż ostatnio. Naprawdę, dłużej już nie dałbym rady…” Zatem i zabawa i karnawał zakończyły się porę.
{gallery}phocagallery/2021_ROK/Karnawolowe_ostatki{/gallery}
