Mimo, że mówi się, że prace powstające w wyniku prowadzonych w warsztacie terapii zajęciowej zajęć są tylko produktem ubocznym prowadzonej terapii, bo ostatecznie to sama terapia jest przecież najważniejsza, to jednak trudno się z tym czasem zgodzić. A nawet dość często. Prace plastyczne, będące wynikiem żmudnych, wielotygodniowych zmagań człowieka z powierzonym materiałem, u ich twórców wyrabiają precyzję, poczucie przestrzeni, estetyki, ogólnie wpływają na poprawę małej motoryki i dają początkującym artystom poczucie zadowolenia i satysfakcji. Bywają często prezentowane na okolicznościowych wystawach, ich reprodukcje pojawiają się w specjalnie przygotowywanych i wydawanych przez nas folderach i albumach. Promowanie możliwości naszych podopiecznych to jeden z naszych obowiązków, którego staramy się nie zaniedbywać. Często zdarza się że w efekcie terapii powstają produkty, których nikt nie ośmieliłby się chyba nazwać ubocznymi. Są to prawdziwe dzieła sztuki. Niemal w każdej pracowni znalazłoby się kilka takich prac, które wystawione na licytację na pewno znalazłyby odpowiednich nabywców, wprawiając ich w zachwyt.
Z całą pewnością produkcjami powstającymi w naszej pracowni witrażu zachwycił się ksiądz Wojciech – dyrektor Apostolstwa Chorych, któremu podczas oglądania znajdujących się tam prac wykonanych ze szkła zrodził się w głowie ciekawy pomysł, z którego jak się wkrótce okazało nie zamierzał zrezygnować. Przedstawiony projekt znacznie przekraczał format dotychczas wykonywanych w pracowni prac. Zwykle są to niewielkie formy umożliwiające możliwie duże zaangażowanie uczestników tej niełatwej przecież pracowni. Oczywiste jest, że na pewnym etapie pracy niezbędna jest ingerencja instruktora, a nawet wyręczenie w pewnych czynnościach, które mogłyby się nawet okazać niebezpieczne. Obecnie do warsztatu, a więc i do pracowni nie przychodzą uczestnicy, cały ciężar pracy miałby więc spaść na instruktora… Ksiądz Wojtek oczywiście zapewnił, że pokryje koszty wszystkich materiałów, a nawet, że zakupi ich tyle, aby jeszcze sporo zostało dla uczestników, kiedy już wrócą na zajęcia. Wydawało się to wielce kuszące, tylko ten wymiar… W projekt ostatecznie zaangażował się sam dyrektor, który w krótkim czasie przestawił księdzu i panu Mirkowi swoją wizję witrażu, który miałby zostać wykonany i wprawiony w stare, solidne drzwi w siedzibie Apostolstwa Chorych. I wtedy się okazało się, że nie będzie to jeden, a cztery witraże, z których dwa mniejsze przedstawiałyby Serce Jezusa i Serce Maryi, zaś dwa większe miały stanowić podwójne logo Apostolstwa Chorych – jedno po polsku, drugie po łacinie… To jest dopiero wyzwanie! I co teraz? Jak to mówią – dyrektorowi się nie odmawia… Ostatecznie i tak nie ma uczestników, no i jeszcze te dodatkowe materiały… Ostatecznie wprawieniem gotowych witraży mieliby się zająć chłopaki z pracowni stolarskich. Decyzja zapadła. Praca ruszyła z kopyta. Pan Mirek zaszył się początkowo w swojej pracowni, co w okresie nakazanej izolacji nikomu absolutnie nie przeszkadzało. Może tylko jemu samemu, bo kiedy inni instruktorzy, pracując w samotności, mogli sobie pozwolić na luksus ściągnięcia maseczek, on ze względu na opary towarzyszące lutowaniu, praktycznie wcale jej nie zdejmował. Kiedy w końcu zakończył etap pracy pod dachem i wyniósł efekt swoich zmagań pod gołe niebo, aby przeprowadzić jeszcze bardziej śmierdzące, ale konieczne zabiegi, inni również mogli zobaczyć nad czym tak ostatnio zawzięcie pracował. Ostatecznie 14 maja drzwi wraz z wprawionymi w nie witrażami wykonanymi w naszym Ośrodku zostały zawiezione do siedziby Apostolstwa Chorych i zawieszone na swoim miejscu. Ksiądz Wojtek był bardzo szczęśliwy, inni pracownicy Apostolstwa Chorych również, ale najbardziej zadowolony wydawał się być nasz dzielny instruktor…
{gallery}phocagallery/2020_ROK/Witraz{/gallery}
