W zasadzie, wspominając odwiedziny Świętego Mikołaja w naszym Osrodku, każdego roku piszemy to samo, że był długo wyczekiwany przez wszystkich, i że przyszedł, i że poszedł… Fakt, że wszyscy jego fani, a wiec – wszyscy, wyczekują go od pierwszych chłodnych dni. Fakt też, że przyszedł jak zwykle zziajany i zmęczony mimo, że było dopiero rano. Szczerze się ucieszył, że tak wielu mieszkańców bierze udział w roratach. Ucieszył się też, że pielgrzymujemy wraz naszym kapelanem po Ziemi Świętej, że chociaż w wyobraźni dotykamy tych wszystkich miejsc, jakie związane są z życiem ziemskim naszego Zbawiciela. Wypytywał o miejsca, które już odwiedziliśmy, zapowiadał co nas jeszcze czeka. Jak zwykle zapytał jak się sprawuje ksiądz Antoni – w końcu biskup, który jako przełożony powinien to wiedzieć – ale otrzymał w odpowiedzi same pochwały i obyło się bez sensacji. To samo pytanie dotyczyło dyrektora, ale też okazało się, że wszystko z nim w porządku i nic ciekawego się nie dowiedział…
Na koniec Święty Mikołaj zachęcił wszystkich, aby często zaglądali do naszej kaplicy. Wskazał na tabernakulum, gdzie stale przebywa Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Podkreślił, że wędrując po Ziemi Świętej znajdujemy Jego ślady, zaś tu w kaplicy jest On sam – żywy i prawdziwy. Wiele osób obiecało, że będzie tu częściej zaglądać. Wiele też postanowiło wytrwać do końca rorat i być na wszystkich. Powodzenia! – zawołał gość podrywając się z miejsca. Na szczęście przypomniano mu o prezentach. Prawie zapomniał! Tak też już kiedyś było! Z przyjemnością rozdawał słodkie podarunki, rozmawiał i uśmiechał się do wszystkich. I tu ostatni fakt – bo, kiedy nie było już nikogo do obdarowania uklęknął na chwilę przed Panem Jezusem i poszedł, jak co roku… Zawsze tak samo. Wiemy, że wróci za rok. On jest niezawodny!
