PASTERKA Z PRAWDZIWYM DZIECIĄTKIEM (24 grudnia 2019)

Tylko dwa, czy może trzy razy nie było u nas w kaplicy żywego Dzieciątka, a „proceder” przebierania się młodych rodziców, którzy zostali akurat obdarowani przez Pana Boga świeżym potomkiem płci męskiej, za Maryję i Józefa uprawiamy w Ośrodku już od blisko dwudziestu lat. Oczywiście przebierany jest również główny bohater, grający rolę małego Pana Jezusa, ale tu sprawa jest nieco prostsza – przynajmniej, jeśli chodzi o strój… Trzeba go tylko (głównego bohatera, nie strój…) przywieźć wyspanego, najedzonego i świeżo przewiniętego, następnie dobrze zagałganić w różnego rodzaju prześcieradła i gotowe… Były takie lata, że było nawet kilku kandydatów do roli Dzieciątka, ale i były takie, gdzie wysypało samymi dziewczynkami, a nasz ksiądz Antek jest w tych sprawach bardzo zasadniczy – stąd te dwa, czy może trzy lata, kiedy ratowała nas lalka (chłopczyk – oczywiście…).

W tym roku mieliśmy jednak szczęście. Zwykle to nasi pracownicy lub przyjaciele Ośrodka użyczali nam w wigilię swojego dziecka i siebie… Tym razem otrzymaliśmy jeszcze więcej! Wraz ze swoimi rodzicami stanął przed nami podwójny wnuk. Mianowicie jednocześnie wnuk naszej pani Kasi – magazynierki i pełniącego funkcję opiekuna pana Piotra. I co ciekawe nie są oni małżeństwem, ani nic… Podwójny, bo to ich dzieci się pobrały, a owocem ich miłości jest mały Szymonek. Piękny to był obrazek. Podczas kazania ksiądz Wojtek, brat naszego księdza Antoniego, wielokrotnie odwoływał się do stojącej na środku świętej Rodziny, do której jak zawsze dołączyli licznie zebrani w kaplicy aniołowie i pasterze. Małemu Jezusowi podobały się widać śpiewne kolędy, bo rozsyłał wokoło promienne uśmiechy, co nie umknęło uwadze nie tylko dziadków. Byli nawet tacy, co zauważyli, że błogosławił nieporadnie małą rączką, czyniąc znak krzyża nad pochylonymi pastuszkami. Pewnie tak było, bo przecież noc wigilijna, to noc wielkich cudów…

Naciśnij, żeby usłyszeć tekst