Na wyjazdach wszystko jest bardziej atrakcyjne niż na co dzień. Kiedy zapytano ilu by było chętnych na przejażdżkę ciuchcią w Wiśle, okazało się, że wszyscy! Jedni bo chcą, jedni bo koledzy z majowego turnusu im opowiadali jak było fajnie, jeszcze inni, bo naprawdę nigdy w życiu jeszcze taką ciuchcią nie jechali. I super, bo o to tak naprawdę chodziło, żeby udało się nam zapełnić cały skład i żeby ciuchcia była wyłącznie do naszej dyspozycji. Wiadomo, że stała za tym przede wszystkim pandemiczna niechęć do mieszania się z innymi środowiskami, ale i inne względy i to, że organizacyjnie tak jest po prostu lepiej. Pan Darek, bo tak miał na imię maszynista, który podjechał po nas pod budynek straży pożarnej przerobionym na lokomotywę traktorem ciągnącym dwa obszerne wagoniki, pomógł nam załadować się do wagoników. Rzeczywiście wszystkie miejsca były zajęte!
Nasz jaskrawo zielony pociąg ruszył do pierwszej stacji. Była nią nowoczesna skocznia im. Adama Małysza wybudowana w Malince – dzielnicy Wisły – w 2008 roku. Tam ogłoszono półgodzinną przerwę, aby chętni, którzy mieli ochotę wjechać na skocznię specjalną kolejką mieli możliwość to zrobić. Było ich tak wielu, że przerwa ostatecznie jeszcze się trochę przedłużyła, co z wdzięcznością przyjęli również ci, którzy postanowili zostawić trochę pieniędzy na straganach z pamiątkami. Drugi postój mieliśmy przy zamku prezydenckim, modernistycznym obiekcie, który w 1931 roku został przekazany przez Sejm Śląśki Prezydentowi RP. Wówczas był nim Ignacy Mościcki. Zamek wykorzystywany był przez głowę państwa w celach wypoczynkowych i reprezentacyjnych. Było tak do wybuchu II Wojny Światowej. Od 2005 roku na powrót przywrócono mu pierwotną funkcję. Oprócz tego pewne jego części udostępnione są do zwiedzania. Stamtąd właśnie, z tarasu widokowego mieliśmy okazję spojrzeć na taflę jeziora Czerniańskiego. Jest to zbiornik zaporowy utworzony w miejscu połączenia Białej i Czarnej Wisełki poprzez budowę zapory ziemnej w 1973 roku. Służy on jako rezerwuar wody pitnej. Mieści do 4,5 mln m³ wody. Wysokość zapory to 37 m, a długość – 270 m. I to był trzeci nasz przystanek. Mieliśmy okazję przejść się po zaporze aż na drugą stronę. Była też okazja do zrobienia sobie pamiątkowych zdjęć. Pan Darek ogłaszał wprawdzie planowy odjazd pociągu, ale widząc, że wszędzie potrzebujemy nieco więcej czasu nie miał problemu z wydłużeniem przerwy. Po drodze opowiadał nam o mijanych obiektach i miejscach. Często robił to w żartobliwy sposób, przez co wprawił wszystkich w dobry nastrój. Ten ostatni został jeszcze wzmocniony w samym centrum Wisły, gdzie po wyjściu z ciuchci odwiedziliśmy stoiska z lodami i goframi. Wiadomo w podróży trzeba się posilić, żeby człowiek nie osłabł. W ten sposób pełni, nie tylko wrażeń wróciliśmy do naszej bazy w Istebnej. Ale to nie był jeszcze koniec atrakcji zaplanowanych na ten dzień. Wieczorem pod wiatą rozpalono ognisko, nad które spuszczono duży, okrągły ruszt. Pieczone kiełbaski dopełniły pełni przyjemności tego dnia. Długo posiedzieliśmy. Przy gitarze i harcerskich piosenkach pana Kazika czas miło płynął. Tylko Ewa trochę pomarudziła, bo chciała już jechać do domu… W swej tęsknocie pozostała jednak sama i szybko jej przeszło.
