U MATKI W DZIEŃ MATKI

Tym razem męska pielgrzymka do Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej przypadła w Dzień Matki. Nic piękniejszego nie mogło się wydarzyć – jak powiedział jeden z naszych mieszkańców, który wyłapał ten związek i bardzo żałował, że zdrowie nie pozwala mu wybrać się razem z tymi kolegami, którzy tradycyjnie wybrali się, wraz opiekunem, do Piekar pieszo. Nie było ich zbyt wielu, bo jak pewnie wszyscy zauważamy, czas powoli działa na naszą niekorzyść. Z Ośrodka pieszo wyruszyła czwórka pielgrzymów, nie wszystkim jednak było dane dotrzeć na piekarskie wzgórze. Po drodze kontuzja uniemożliwiła jednemu z nich dalszy marsz i musiał wrócić. Byli też tacy, którzy udali się do Piekar samochodem. I jedni i drudzy szczęśliwie dotarli na miejsce, by wraz z tysiącami innych pielgrzymów pokłonić się Matce Bożej i wysłuchać słów, jakie do zebranych skierował zarówno witający wszystkich mężów i młodzieńców Arcybiskup Adrian Galbas jak i homilii wygłoszonej przez przewodniczącego Mszy Świętej prymasa Polski – Arcybiskupa Wojciecha Polaka. Głęboko w serca zapadły nam słowa o Kościele skierowane podczas powitania przez naszego Arcybiskupa: „I jeszcze jeden obraz Kościoła, który zostawia nam papież Franciszek. Także bardzo wymowny. Kościół jako szpital polowy, czyli szpital zbudowany w miejscu walki, gdzie leczy się najważniejsze sprawy, na granicy życia i śmierci, do którego dostęp mają najpierw ci, którzy są najbardziej poszkodowani. Taki ma być Kościół. Im jesteś w większej biedzie, w większej potrzebie, w większym nieszczęściu, tym masz większe prawo do większej troski. „Postrzegam Kościół jak szpital polowy po walce – pisze Franciszek. Nie ma sensu pytać się ciężko rannego czy ma wysoki poziom cholesterolu bądź cukru. Trzeba leczyć jego rany. Później zajmiemy się resztą (…). Jest wielu ludzi zranionych przez problemy materialne, przez skandale, także w Kościele. Ludzie zranieni przez złudzenia świata… My, księża, powinniśmy być tam, blisko tych ludzi (…). Miłosierdzie oznacza przede wszystkim leczyć rany (…). Najpierw lecz ranę, a później zobaczymy badania (…). Także rany ukryte, ponieważ są ludzie, którzy oddalają się, aby nie pokazać ran”. To bardzo wymagające zadanie. Patrzeć na człowieka przez pryzmat jego ran, a nie jego win. Przez pryzmat jego godności, a nie jego grzechu. Przez pryzmat jego powołania, a nie jego nieuporządkowania. Przez pryzmat jego cierpienia, a nie jego znaczenia. Przez to kim jest, a nie przez to co robi, przez pryzmat tego co dostał, a nie tego, co może dać.  Często nie osiągamy tej wysoko zawieszonej poprzeczki. Wolimy raczej bezlitośnie krytykować papieża Franciszka, niż zmierzyć się z tym wezwaniem. Wolimy często, myślę tu także o nas duchownych, żeby Kościół był wytworną kliniką dla wspaniałych, niż szpitalem polowym dla struchlałych. Z tego powodu, niestety, wielu z Kościołem się rozstało!” Wyjechaliśmy z Piekar z przekonaniem, że troska o Kościół i odpowiedzialność za jego przyszłość to nie tylko zadanie duchownych, ale nas wszystkich. Wyjechaliśmy z mocnym postanowieniem nie tylko modlitwy, ale i dawania świadectwa, dobrego świadectwa o Kościele, którego mimo naszych słabości wszyscy jesteśmy częścią.

Naciśnij, żeby usłyszeć tekst