Otrzymane zaproszenie na uroczyste otwarcie XI Ogólnopolskich Zimowych Igrzysk Olimpiad Specjalnych, Wisła-Istebna-Białystok 2024 było dla naszych mieszkańców wielkim wyróżnieniem. Możliwość wzięcia udziału w ceremonii otwarcia to pierwszy powód do radości, a drugi to możliwość zobaczenia swoich koleżanek i kolegów w gronie reprezentujących swoje województwa zawodników. My mieliśmy jeszcze jeden powód do zadowolenia. Do Wisły wyruszyliśmy kilka godzin przed oficjalnym rozpoczęciem igrzysk. Spacer po centrum i wizyta w ulubionej cukierni zdecydowanie wpłynęły na wzrost naszego dobrego nastroju. Postanowiliśmy się nim podzielić i pomachaliśmy do miejskiej kamerki umieszczonej w centralnym miejscu deptaku. Dyżurująca tego dnia w portierni Kasia, do której zadzwoniliśmy chwilę wcześniej, przyjęła nasze pozdrowienia z wielką radością obiecując przekazać je całej ośrodkowej społeczności. Po wejściu do holu w Hotelu Gołębiewski naszą uwagę przyciągnęło ogromne akwarium z chyba jeszcze większymi rybami (?). Stamtąd pojechaliśmy na szóste piętro, gdzie w ogromnej Sali widowiskowej ze sceną i widownią wskazano nam nasze miejsca. Ceremonię otwarcia rozpoczęli znani nam z telewizji: Aneta Legierska i Tomasz Wolny, którzy doskonale wczuli się w atmosferę panującą na sali i poprowadzili imprezę na najwyższym możliwym poziomie. Oficjalne przemówienia też były całkiem fajne i krótkie i nikt nie zdążył się nimi znudzić. Wszystko było przeplatane występami zespołów folklorystycznych, które też bardzo się nam podobały. Podniosłą chwilą jak zawsze na wszystkich olimpiadach było zapalenie znicza i złożenie ślubowania przez przedstawicieli zawodników, trenerów i sędziów. Po uroczystym otwarciu na scenie pojawił się zespół Tabu, który dopełnił całości swoim występem. Momentalnie pod sceną zrobiło się tłoczno, bo każdy chciał zrobić zdjęcia lub nakręcić film z bardzo otwartymi na kontakt muzykami. Jak się wkrótce okazało, nie tylko przed sceną było dużo ludzi, bo także na scenie pojawili się miłośnicy muzyki. Artystom jednak wcale to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie stwierdzili, że w tak licznym składzie wystąpili po raz pierwszy. Chętnie pozowali do wspólnych zdjęć, do których wkrótce włączyli się również nasi przesympatyczni prowadzący. Zadowoleni do granic możliwości wracaliśmy z Wisły pustą już prawie drogą. Przerwa w przydrożnej restauracji pozwoliła nam raz jeszcze skomentować przeżycia ostatnich godzin. Mimo, że do Ośrodka wróciliśmy dopiero o wpół do drugiej – nikt nie żałował…
