Kiedy proboszcz z Kłodnicy zadzwonił do nas z propozycją występu na festynie parafialnym uczynił nam tym naprawdę wiele radości. Czuliśmy się zaszczyceni i niecierpliwie wyczekiwaliśmy tego dnia. Z księdzem Leszkiem byliśmy umówieni na występ raczej z piosenkami biesiadnymi, bo chodziło o to, by ludzie mogli razem z nami pośpiewać. Dwa dni przed występem okazało się jednak, że musimy zmienić nieco plany, bo Grzegorz, który w większości piosenek biesiadnych gra, a w zasadzie śpiewa…, pierwsze skrzypce – wyjechał… Nie było go i już. Musieliśmy zmienić nasz plan, bo dziewczyny – Kasia i Ewelina podniosły ręce do góry, co miało oznaczać, że żadna z nich nie przejmie roli Grzesia. Z odsieczą przyszła nam trochę Julka, która zgodziła się wesprzeć nas i zaśpiewać gościnnie dwa kawałki. Stres był duży. Publiczność jednak bawiła się przednio przy pielgrzymkowych wiązankach – Kłodnica, jako trzecia halembska parafia bardzo aktywnie uczestniczy w corocznych pieszych pielgrzymkach na Jasną Górę i wszystkie nasze propozycje były doskonale znane uczestnikom festynu. Przy wiązance tradycyjnych pieśni Maryjnych zagranych w meksykańskim rytmie na scenę wskoczył nagle sam proboszcz w meksykańskim kapeluszu na głowie, a prowadzący całość pan Andrzej – nie wiadomo skąd – wydobył kolejny taki kapelusz. Publiczność bawiła przednio. Śpiewali z nami chyba wszyscy. Było wspaniale! Aż żal było kończyć. Ta niespodziewana zmiana wyszła ostatecznie i nam i wszystkim na dobre. Po zejściu ze sceny zostaliśmy jeszcze jakiś czas zasiadając na widowni. Spotkaliśmy pana Michała – Prezydenta Miasta – mieszkańca Kłodnicy i innych znajomych oraz wysłuchaliśmy recitalu naszego dobrego znajomego z Olimpiad Specjalnych – pana Andrzeja Myśliwca. Śpiewał szanty, a my razem z nim. Było bardzo fajnie. Dziękujemy za zaproszenie i za wszystko.
