W niedzielę wieczorem pod wiatą przy poszczególnych stołach zasiadły drużyny. Wszelki element w którym chodzi rywalizację jest miły naszym mieszkańcom. Lubią oni różnego rodzaju konkursy, zabawy, wyścigi i gry, w których można coś wygrać. Tym razem wygrać miał każdy, bo już sam udział w zabawie decydował o zdobyciu nagrody, którą otrzymywali ci, którzy odpadali z gry. Ci którzy przechodzili do następnej rundy musieli jeszcze powalczyć o swoje nagrody. A walka była naprawdę ostra. Każdy kto oglądał kiedykolwiek telewizyjny teleturniej „Milionerzy” wie na czym polega ta gra. W naszej wersji pytania zadawaliśmy wszystkim drużynom zapisując na kartce dobre odpowiedzi. Kapitanowie drużyn, czyli opiekunowie wraz ze swoimi zespołami robili wszystko, żeby znaleźć się jak najwyżej w rankingu. Można było dzwonić do przyjaciela, a nawet szukać odpowiedzi w internecie, bo zasięg był!
Po zakończeniu gry zawodnicy podchodzili do specjalnego stolika i wybierali dla siebie nagrody z bogatego odpustowego repertuaru nad którym pieczę trzymał nasz Grzegorz. Ostatecznie najlepszą okazała się drużyna pana Kazika, która rozłożyła się dopiero na ósmym pytaniu. Niewiele słabiej wypadła drużyna pana Marka, która uzyskała tylko jeden punkt mniej. Trzecie miejsce zajął pan Kamil ze swoją drużyną. Nikt wprawdzie nie wygrał miliona, bo go nie mieliśmy, ale za to zwycięzcy pojechali do Wisły na lody. W cukierni „U Janeczki” każdy mógł zamówić sobie co chciał i ile chciał, nie licząc się z pieniędzmi – jak prawdziwi milionerzy. Na tym właśnie polegała ta nagroda, która spotkała się z dużym uznaniem zwycięzców. Z satysfakcją i smakiem korzystali oni z zasłużonej nagrody. Ale i ze zdrowym rozsądkiem, dzięki któremu nikt na szczęście nie pochorował się z nadmiaru szczęścia…
