Wielu z nas zapewne słyszało o takich miejscach, gdzie kościoły zostały zamienione na sklepy, kluby, kawiarnie czy nawet na dyskoteki. Smutne jest to, że żyjący tam ludzie nie potrzebują już dziś kościołów, nie potrzebują Boga. Nie mają też księży, którzy prowadziliby ich do Pana Boga, bo w wielu chrześcijańskich kiedyś krajach nie ma ich pod dostatkiem. Możemy być wdzięczni za to, że mamy naszego księdza Antoniego, który też nas traktuje jak swoich. Sam zaproponował, że przyjedzie do Istebnej i odprawi dla nas Mszę Świętą. Nie było mu ciężko. Po mszy odprawionej w Ośrodku wsiadł w samochód i ruszył na południe. Zaraz po śniadaniu sprawniejsi chłopcy wraz ze swoimi opiekunami pojawili się w sali gimnastycznej. Wykorzystując dostępne sprzęty zaczęli przygotowywać pomieszczenie do Eucharystii. Składane maty posłużyły do zasłonięcia drabinek, z jadalni przyniesiono stoły, które przykryte obrusem stały się ołtarzem, rozstawiono przywiezione z Halemby nagłośnienie.
Ustawiono też i podłączono organy, które zabrano specjalnie z myślą o Grzesiu – naszym organiście, który był razem z nami na turnusie. Dziewczyny w tym czasie również nie próżnowały. Wspierane przez opiekunki poszły na okoliczne łąki i nazbierały mnóstwo polnych kwiatów. Powstał z nich piękny bukiet, a właściwie dwa, bo jeden umieszczono w małym wazonie na ołtarzu, a drugi, znacznie większy, przed nim. Podczas Mszy Świętej wszyscy mieli siedzące miejsce. W głównej nawie ustawiono dwa rzędy ławeczek do ćwiczeń. W nawach bocznych, tym którzy nie zmieścili się na ławeczkach, musiały wystarczyć materace. Wystarczyły. Było pięknie i uroczyście. Dziękowaliśmy Panu Bogu za zdrowie, za pogodę, za to piękne miejsce, za księdza Antka i za wczorajszy nieprzegrany mecz… Jakże inny to był obrazek, niż te przedstawione na początku. Nasi gospodarze z uznaniem orzekli, że wprawdzie Mszę Świętą już ktoś tam kiedyś odprawiał, ale żeby zrobić z sali kościół, to tego jeszcze nie grali. Nam więc udało się zamienić salę gimnastyczną w kościół… I chwała Bogu, że w tę stronę.
